Uzdrowienie niewidomego od urodzenia w dwóch odsłonach, czyli sprawozdanie z rekolekcji: „CHODŹCIE, POWRÓĆMY DO PANA!”

Dzień skupienia dla par tęskniących za dzieckiem

W sobotę, pięknego, prawie że wiosennego dnia, 14 marca 2026 r., w gościnnym domu Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, odbyły się tak wyczekiwane przez wszystkich uczestników z Krakowa i innych miejsc Polski, organizowane przez naszą Wspólnotę, czyli Stowarzyszenie Wspierania Małżeństw Niepłodnych „Abraham i Sara”, rekolekcje — Dzień Skupienia, zatytułowany: „Chodźcie, powróćmy do Pana!” (Oz 6,1).

Zgodnie z zapowiedzią od ósmej rano zaczęli pojawiać się poszczególni goście i w jak zawsze miłej atmosferze odbierali plakietki ze swoim imieniem i witając oraz zapoznając się wzajemnie, oczekiwali na początek spotkania, przynosząc ze sobą swoje dary w postaci pysznych ciast, ciasteczek, napojów i innych smakołyków oraz przekąsek, które cieszyły nasze podniebienia, i napojów, którymi mogliśmy się nawodnić (kawą, herbatą, wodą i soczkami).

Na początku małżonkowie Magdalena i Marcin, wszystkich nas bardzo miło i ciepło przywitali, a na końcu słowa wstępnego powiedzieli: „Witamy Każdego z Was! Brawa dla Was!”. Po zapytaniu, który to już raz tutaj jesteśmy, po podniesieniu rąk w górę, okazało się, że większość uczestników pojawiła się w tym miejscu dopiero pierwszy raz! Niektórzy stali się „dziećmi” wywiadu, jaki niedawno z udziałem ww. Małżonków, 8 marca b.r., miał miejsce w polskiej telewizji w programie katolickim „Między Ziemią a Niebem”. Przywitano ponadto bardzo serdecznie znanych nam dobrze, posługujących w Stowarzyszeniu Abraham i Sara, Księży Mirosława i Marcina oraz najmilsze Siostry Nazaretanki, Angelikę i Teofilę.

Następnie Magdalena poinformowała, że wśród zasad, które dobrze będzie wdrożyć i o nich pamiętać podczas naszego spotkania będzie to, aby być uważnym na siebie we wzajemnym słuchaniu, i zachować poufność w grupach dzielenia, aby to, o czym tam będzie mowa, zostało pomiędzy nami.

Konferencja. Część I.

ks. Marcin Szydłowski, „Chodźcie, powróćmy do Pana! (Oz 6,1)

Kiedy wybiła godzina 9:00 – rozpoczęliśmy modlitwę, którą poprowadził Ksiądz Marcin Szydłowski, nasz drogi Rekolekcjonista, zaproszony do wygłoszeniu konferencji. Odmawialiśmy wspólnie „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i modlitwę do Ducha Świętego.

Wspomnimy przy tym, że ks. Marcin Szydłowski jest sędzią Sądu Metropolitalnego w Krakowie i od wielu lat służy na naszych rekolekcjach jako spowiednik, więc doskonale zna problemy par zmagających się z niepłodnością. W zapowiedziach była mowa o tym, że: „Słowa, do których odnosi się w tytule rekolekcji ks. Marcin pochodzą z księgi Ozeasza: „Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy,On to nas pobił, On ranę zawiąże.” Dobrze opisują one sytuację niepłodności, jednocześnie stanowiąc zachętę do zawierzenia Bogu i oddania Jemu swojego cierpienia”.

Prelegent, wyjaśniając, czym są rekolekcje, w pewnym momencie powiedział, że jesteśmy w przestrzeni bólu niepłodności. I po chwili dodał, że inaczej to odczuwają Siostry Zakonne, Księża, a inaczej my, tym bardzo trudnym doświadczeniem dotknięci. I jak się tu przychodzi, zauważył, to ten ból się czuje. Jesteśmy zatem — dopowiedział, w bardzo specyficznej Wspólnocie. Żeby zgłębić tę naszą tajemnicę, pochylamy się zaś nad Słowem Bożym — Czytaniem z Księgi Proroka Ozeasza (Oz 6, 1-6), żyjącego w VIII wieku przed Chrystusem, należącego zatem do jednego z najstarszych Proroków Starego Testamentu, najwcześniej działających.

„Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił (…) On to nas pobił” – Każdy miał chwile rozczarowania, że przecież zawsze byliśmy wierni, a mimo to, można dodać, czuliśmy się, jakby Bóg był daleko, bo tak mocno ból nas przytłaczał…

„i On też uleczy, (…) On ranę przewiąże” – A są chwile, że czuliśmy, iż Bóg działa, a czynił to przez Znaki!

Takie też chwile rozczarowań i uniesień przeżywał też nasz główny bohater, czyli Prorok Ozeasz. Za żonę miał bowiem Gomer, niewolnicę, która owszem, dała mężowi troje dzieci, była mu jednak kobietą niewierną … Trudne to doświadczenie ogromnie, Bóg prosił natomiast Proroka, by przyjął Ją na nowo… W tym miejscu Księga Ozeasza staje się obrazem, zaznaczył Kaznodzieja, pewnej relacji, jaką my mamy z Panem Bogiem, zachowując się czasem jak krnąbrny Lud Izraela , a mimo to Ukochany Lud Boga, bo Ten zawsze jest gotowy, aby nas przyjąć na nowo. Bóg jest wtedy nam Lekarzem, leczącym z niewierności i zarazem Umiłowanym Ojcem, który traktuje swój Lud, jak niemowlę podnoszone z miłością do policzka. I niczym Małżonek nadal wierny swojemu niewiernemu ludowi, bo związany z nim Przymierzem, które pierwotnie oznaczało w Izraelu umowę o wzajemnej dozgonnej pomocy zawieranej między dwoma podmiotami, np. w razie napaści wroga. To więź na wzór tej małżeńskiej, jaką św Paweł przyrówna po wiekach do relacji Chrystusa i Kościoła, gdzie ten ostatni to niczym Lud Izraela powołany do wierności i przestrzegania Bożych Przykazań.

Nasz Drogi Kapłan podkreślił poza tym, że rozdział szósty Księgi Ozeasza to wezwanie do nawrócenia: „Chodźcie, powróćmy do Pana!” ! (Oz 6,1). To odwrócenie od zła, skąd ono jednak się wzięło na świecie, zapytał. To zło, które jest według św. Pawła brakiem dobra i skutkiem naszych grzechów? Tak, bo to nie Pan Bóg jest źródłem zła… On przychodzi z zaproszeniem, że chce Lud Izraela przywrócić do życia i przewiązać obolałe rany bandażami. Współczesnym obrazem, można dodać, tego starożytnego opatrywania ran jest Sakrament Pokuty, do którego Kościół wzywa zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu, czasu przeżycia Triduum Paschalnego, przeżycia na nowo śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa.

Ozeasz mówi, żeby się nawracać i poprzez obraz przyjęcia na nowo do małżeńskiego domu niewiernej kobiety (Gomer), przywołuje nas i zachęca do tego, abyśmy uwierzyli w Miłość Boga, w to, że On gotów jest zawsze nas przyjąć i pragnie, żebyśmy sami też byli wierni.

Hesed — miłość, jako wierność zawartemu przymierzu. To słowo w języku hebrajskim wskazuje na pewną dobroć i życzliwość. Jak się oni, ci dobrzy dla siebie ludzie spotykają, to są sobie wierni na zasadzie pewnego zobowiązania. Bóg prosi, żeby popatrzeć na nasze relacje małżeńskie. Zwłaszcza gdy Ten Drugi nas denerwuje, złości i jak zostaliśmy zranieni. Trudno bowiem kochać, kiedy dochodzi do pewnej niewierności.

Rahamim – Łono Matczyne. To inne słowo hebrajskie określające najgłębszą miłość i więź łączącą matkę z dzieckiem, miłość bezwarunkową, bardzo bliską. Słowo to oznacza kobiecy akcent miłości, bardziej czułej, bo sama wierność może być bardziej sucha, na zasadzie: bo przecież obiecałeś!

Zatem mamy wierność (hesed) i pewną czułość, że pragnę być blisko drugiego człowieka, poświęcić mu czas. Liczy się nasze nastawienie serca, czy chcemy nadal do Pana Boga należeć?

Szczególnym zaproszeniem do pogłębienia relacji we wspólnocie było dzielenie się słowem Bożym, zaplanowane w trakcie rekolekcji. Na koniec zatem pierwszej części konferencji, będącej wprowadzeniem do wieczornej liturgii, Kapłan opowiedział o tym, w jaki sposób ma wyglądać dzielenie się w grupach. To ma być, zaznaczył, podzielenie się czymś, z czym przychodzimy na to spotkanie. To nie „pogaduchy”.

W tej przestrzeni bycia razem powierzamy drugiemu człowiekowi samego siebie. Chcemy razem być bardziej świętymi i siebie też jakoś powierzamy jako Wspólnota. Na ten czas się sobie powierzamy w ogromnym zaufaniu. Jedni wolą mówić więcej, inni, mniej, lecz niechaj, dodał, każdy pilnuje, a nie przekracza granic swojej intymności. I żeby to pozostało między nami. Prosił, żeby podzielić się znakami interwencji Pana Boga w moim życiu. Takimi doświadczeniami, że Bóg tu działał. To forum podzielenia się też wątpliwościami. To pytania typu: jak to jest, że nam się źle dzieje, że Bóg o nas zapomniał, że jesteśmy bezpłodni, a tyle niepowodzeń w moim życiu osobistym? To też może być czas zbudowania się postawą drugiego człowieka i tym, że nie jesteśmy sami.

Grupy Dzielenia

Podzieliliśmy się (9:45) na trzy grupy w trzech różnych miejscach, gdzie mogliśmy się spotkać. Co się tam działo i o czym mówiono to wiedzą ci, którzy tam byli, ale wszystko to niechaj pozostanie naszą wspólną słodką tajemnicą. Może jedną wyjawię: Ukochane Siostry Nazaretanki zapewniły, że bardzo się za nas Wszystkich modlą, natomiast świadectwa życia, jakie z naszych ust słyszą, są dla nich wielkim potwierdzeniem tego, jak zdumiewająco Pan Bóg w naszych małżeństwach działa i wzajemną miłością wzmacnia.

Świadectwo małżonków: Joli i Wojtka

Ważnym punktem programu naszego Dnia Skupienia było także świadectwo małżeństwa,Joli i Wojtka z Kozic Wielkich, którzy pełnią funkcję rodziny zastępczej i pogotowia opiekuńczego, a opowiadali m.in. o adopcji duchowej. Mają trzech synów, z czego dwóch naturalnych, biologicznych i jednego adoptowanego, Antosia, który z uwagi na ciężki stan zdrowia nie miał szans na normalną adopcję i trafił do nich do rodziny zastępczej. W ten sposób stali się matką i ojcem dla sierot, a jak zaświadczają, zgodnie z Pismem, Bóg miłuje bardziej niż matka, czego zresztą doświadczają i o tym nam opowiedzieli. Doznali tego, w jak zadziwiający sposób Pan Bóg wykorzystuje, wydawałoby się najbardziej niesprzyjające momenty życia i otwiera okna, których w najśmielszych nawet przewidywaniach nie ośmieliliby się otworzyć. To natomiast i wielu spośród nas może dawać nadzieję na to, że niemożliwe może stać możliwym, bardziej niż nam się to teraz wydaje. Jola pewnego razu straciła pracę w banku, gdzie zresztą przeżywała katorgę, stawała się pomału kłębkiem nerwów, wyniszczała się psychicznie i nie miała czasu dla dwojga swoich dzieci. Wojtek natomiast zajmował się renowacją antyków, a zaznaczał, że też nie było mu łatwo, bo atmosfera, w jakiej się niegdyś wychowywał (z hasłami typu: „Nie poradzisz sobie! Nie dasz rady!”) zanadto go nie rozpieszczała, bo nieraz umierał ze stresu, że sobie w życiu nie poradzi… Poradził sobie jednak, wbrew wszystkiemu, nadzwyczaj dobrze! Co takiego jednak zadziwiającego Im się przydarzyło? Jola po stracie pracy w banku nieoczekiwanie znalazła nową i dużo lepszą pracę, a jaką? W rodzinie zastępczej, jaką zaczęła współtworzyć z Wojtkiem! I tak pojawił się w ich życiu Antoś, trzeci syn, dziecko urodzone jako ślepe i głuche, z chorymi nerkami, wcześniak 27 – tygodniowy (6 miesiąc)… Później jednak chłopczyk miał operację oczu i obecnie widzi! Potrzebował tylko okularów, ale pięknie się rozwija, a nerki teraz ma zdrowe. Z czasem stał się piątkowym uczniem w podstawówce. Miał od samego początku silną wolę życia, mimo że urodził się w stanie krytycznym. Jola, dumna mama Antosia powiedziała o synku: Dziecko spisane na straty. A ile daje miłości? Dziecko rozwinęło się jak piękny kwiat! Antek wyrósł na super chłopaka! To przykład nadziei, która karmiona miłością, przynosi piękne owoce wiary, którą od samego początku Jola i Wojtek pokładali w Bogu, że Antoś wyzdrowieje. I tak też się stało. A co z początku wydawało się niemożliwe, chociażby nauka Antosia jazdy na nartach, stało się możliwym, w ostatnim podejściu, kiedy to Wojtek odstawił synkowi kijki, a ten nagle po raz pierwszy w życiu sam zjechał z góry na nartach, ku zadziwieniu Wojtka, który aż popłakał się ze szczęścia. Nigdy zatem nie można rezygnować z marzeń i z wiary w talenty swoich dzieci, ale dodawać im i innym skrzydeł, które pozwolą im pięknie rozkwitać. To także pośrednio nadzieja i dla wielu z nas, uczestników Dnia Skupienia na to, że Pan Bóg może największą nawet rezygnację i utratę sił zamienić w okamgnieniu w to,co przerasta nasze najśmielsze oczekiwania. Może to uczynić nam lub innym, za których się modlimy i otaczamy ich miłością. Znakiem tej nadziei stał się natomiast piękny obraz Matki Bożej Brzemiennej, którego miniaturowe wizerunki (obrazki) zostały nam rozdane.

Konferencja. Część II. Ks. Marcin Szydłowski, Przypowieść o faryzeuszu i celniku (Łk 18, 9-14)

O godz. 12:45 rozpoczęła się II część konferencji głoszonej przez ks. Marcina Szydłowskiego. Nawiązywała ona do drugiego z czytań liturgicznych przewidzianych na ten prawie że wiosenny sobotni dzień, czyli do przypowieści o faryzeuszu i celniku (Łk 18, 9-14).

Obydwaj modlili się, stojąc, na dziedzińcu Świątyni w Jerozolimie. Jeden to faryzeusz. Należał zatem do jednego z najbardziej poważanych bractw religijnych tamtych czasów, do którego należeli najlepsi z najlepszych. Mieli swoje szkoły, uczyli się Pisma Świętego, zgłębiali je. Dawali ofiarę Panu Bogu, żeby być zawsze poprawnym przed Obliczem Najwyższego, a do tego nosili płaszcze z frędzlami.

Ten właśnie faryzeusz pielęgnował w sercu swoje własne przekonania i chciał się nimi pochwalić. Ksiądz Marcin jednak, co mnie samego zaskoczyło, to znaczy taka niespodzianie pozytywna interpretacja, powiedział, że trochę by bronił tego faryzeusza. Bo on pewnie nie szedł tam do Świątyni ze złym nastawieniem. Dał przez to do zrozumienia, że naprawdę ocenić drugiego człowieka to nigdy nie jest sytuacja czarno-biała. Trzeba zatem ocenić najpierw samych siebie, o czym wiemy, że i to nie jest wcale takie proste. Aczkolwiek, wracając do głównego wątku, zewnętrzne zachowanie faryzeusza, wskazywało na pychę, niezauważanie własnych błędów, uważanie, że zawsze ma rację i że jest już święty. I oto nagle, modląc się, ujrzał dziwnego osobnika, który też na tym samym świątynnym miejscu się modlił, a był to celnik, poborca podatkowy, który zbierał pieniądze, „haracz” dla Rzymian, okupantów Izraela. Można by dodać, że to tak jakby w czasie II wojny światowej w jednym z kościołów w Krakowie, obok zacnego kapłana, modlił się w oddali, człowiek kolaborujący z hitlerowcami. Faryzeusz zadał sobie pytanie: po co on w ogóle tutaj przyszedł na modlitwę? To, że w ogóle stoi tutaj na Dziedzińcu Świątynnym dla żarliwych Izraelitów to i tak za dużo, bo powinien być na Dziedzińcu Pogan! A ten nie przyznając sobie żadnej taryfy ulgowej, stojąc z daleka, nie ośmielając się nawet oczu wznieść ku niebu, bił się w piersi, i wołał: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”. Widocznie zatem wcale nie był aż takim oszustem, za jakiego go uważano, bo nie wszyscy celnicy byli nieuczciwi, czego biblijnym przykładem jest Zacheusz. Ten niski mężczyzna, który, jak pamiętamy, aby zobaczyć Jezusa, pewnego razu wspiął się na drzewo. Jezus zachęca tym samym, by popatrzeć na celników oczyma Pana Boga.

W dalszej części konferencji Ksiądz Marcin podkreślił, że jak mawiał Kardynał abp Grzegorz Ryś, pierwszym krokiem jest kerygmat, zgodnie z którym każdy z nas zabił Boga … To mocne, ale winny jest też każdy z nas … Pan Bóg jednak jest gotów przebaczyć nam grzechy, ale dotykając naszej ludzkiej wolności, czego nie zauważyli faryzeusze. Jezus chciał bowiem dopukać się do serca faryzeuszów, nie chciał ich karać, lecz pukać do ich serc, by uznali swoją winę. Ale to za mało. Bo gdybyśmy tylko uznali swoją winę, to wpadlibyśmy w rozpacz. Święty Piotr — zapłakał, uderzył się w piersi i szczerze żałował.

Kapłan przypomniał warunki spowiedzi świętej: uznaję swój grzech, nie podoba mi się on i nie chcę tego i pragnę unikać czynienia tego, co rani Pana Boga i Bliźniego. Abyśmy umieli do Pana Boga przyjść tu i teraz. Zanim jeszcze czujemy siłę, że mogę się z czymś zmierzyć. Mogę do Boga przyjść — bo dla Niego liczymy się po prostu my… Pierwszą rzeczą jest zatem podjęcie tej naszej decyzji.

Zauważył nasz Drogi Kapłan, że jest we mnie trochę celnika i trochę faryzeusza. Po ludzku tak jest… Bóg daje jednak Wielką Sobotę po to, by ponowić swoją decyzję, by iść za Jezusem i z Jezusem… Aby odnowić przyrzeczenia chrzcielne. Wielki Post to dobry czas, by przeżyć Sakrament Spowiedzi. Bóg dotyka naszych ran. Opatruje je i bierze nas na swe ramiona. Widzi naszą bezradność. Nie jesteśmy zdani na samych siebie. Warto zatem przeżyć tę indywidualną relację z Jezusem. Widzieć swoją biedę, ale i Jezusa, który nam przebacza.

Obiad. Spacer. Droga Krzyżowa. Adoracja Pana Jezusa

Po zakończeniu konferencji o godz. 13:30 zjedliśmy smaczny, wspólny obiad, podczas którego raczyliśmy się m.in. przepyszną zupą z soczewicy, a po obiedzie wielu z nas poszło na spacer i pogaduszki, ciesząc się piękną pogodą w przyklasztornym parku.

Później (15:00) odbyliśmy Wszyscy w kaplicy Sióstr Nazaretanek Drogę Krzyżową, którą poprowadził Ksiądz Marcin. Po jej zakończeniu o godz. 15:45 odbyła się w ciszy Adoracja Pana Jezusa w kaplicy, rozpoczęta koronką do Miłosierdzia Bożego. W tym czasie także była możliwość spowiedzi lub rozmowy z kapłanem.

Msza Święta — Eucharystia.

Ewangelia według Świętego Jana (J 9, 1-41) o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia

Na godz. 16:45 wyznaczona była natomiast Msza Święta — Eucharystia, której Koncelebransami byli Ksiądz Marcin i nasz Opiekun, Ksiądz Mirosław Czapla. Ten pierwszy wygłosił piękne kazanie na kanwie przede wszystkim czytania z Ewangelii według Świętego Jana (J 9, 1-41) o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. To była bardzo przejmująca nauka nam wygłoszona. Ksiądz Marcin czytał: „Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?».”. I dodał: „Kto zgrzeszył, że jestem bezdzietny — ja czy moi rodzice ? I przytoczył odpowiedź Jezusa, którą Ten by nam, każdemu z nas udzielił: „Ani Ty nie zgrzeszyłeś, ani Rodzice Twoi, ani Wy, ani Wasi Rodzice, ale stało się tak, aby się na Tobie, na Was objawiły sprawy Boże…” Przypomniał przy tym, że mentalność obarczająca winą za cierpienie danego dotkniętego nim człowieka lub jego rodziców czy też przodków od dawien dawna była znana w starożytnym Izraelu i niestety to myślenie przedarło się też do przyszłości i chcąc nie chcąc do naszych zatrwożonych tym umysłów. Nie można jednak — podkreślił z mocą, stosować tutaj mechanizmów myślenia właściwych dla tak zwanych spowiedzi furtkowych, gdzie penitent usilnie wyznawał grzechy nawet swoich przodków, byle tylko uwolnić się od strasznego brzemienia, które pewnie, jak uważał, jest głównym dowodem cierpienia bezdzietności. Mimo to biskupi polscy nie tak dawno odrzucili taką koncepcję o grzechach międzypokoleniowych. Bo gdybyśmy chcieli twierdzić inaczej, to wpadalibyśmy w istny koszmar bez wyjścia. Bo wystarczyłyby tylko pewne kompletnie niezależne od nas samych grzechy naszych praojców i już byśmy nie mieli żadnej możliwości wyjścia z tej pułapki. Tak jednak nie jest! Przekonywał Kaznodzieja. To nie jest tak, mówił, że jak Twój Ojciec był alkoholikiem, to Ty musisz być taki sam, wcale nie! Nie musisz! Oto sam Jezus daje nam zapewnienie, że możemy być wolni od tego typu brzemienia, bo On jest naszą Mocą i Siłą, można dodać, jak w pięknej pieśni: „Pan jest Mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan! Moja Tarcza i moja Moc ! On jest mym Bogiem, nie jestem sam,w Nim moja Siła nie jestem sam”…

Kaznodzieja wspomniał też o tym, że może Ktoś z nas zadać pytanie: „Rozumiem, że to nie moja wina, ani moich przodków… Ale czemu mnie Jezus nie uzdrawia z bezpłodności, dlaczego, powiedz, czemu? Z jakiego powodu tego nie chce uczynić?”. Ksiądz Marcin na to pytanie odrzekł, że nie wie, jaki jest tego powód. Pewne jest natomiast to, że naprawdę, uwierzcie – Jezus, chodząc i wędrując po Ziemi Izraelskiej, nie wszystkich uzdrawiał… Wskrzesił tylko trzy osoby, dziewczynkę z Kafarnaum, córeczkę Jaira, przełożonego synagogi – kapłana żydowskiego, młodzieńca z Nain oraz Łazarza, brata Marii Magdaleny i Marty z Betanii. A inni umarli. Nie wszyscy też zostali cudownie uleczeni ze ślepoty, bo czasem mieszkali zbyt daleko i nie zdołali dotrzeć do Jezusa albo z innych powodów. Natomiast owszem, zgadza się, dopowiedział Kaznodzieja, nie jest to pocieszenie. Podobnie też pewnie nie do końca wszystko rozjaśniają słowa Jezusa, że stało się tak, aby się na Tobie, na Was, objawiły sprawy Boże… Jakie sprawy Boże, zapytacie?Nie wiem, przyznał szczerze Kapłan. Lecz wiem na pewno, że Słowa Jezusa są Prawdą …I każdy w wyznaczonym przez Boga czasie o tym się dowie. I to Słowo Jezusa jest pociechą i nadzieją, że to wcale nie jest bez sensu, lecz przeciwnie, bo idzie za tym głęboki sens w Planach Bożej Miłości… To, co Wam teraz relacjonuję, to nie jest dosłowny zapis słów Księdza Marcina. Tak jednak zrozumiałem przesłanie, jakie pragnął nam przekazać, nie jak człowiek znający odpowiedź na każde pytanie, lecz jak kochający Brat, który całym sercem jest z nami jako serdeczny towarzysz w tej naszej zadziwiającej i tajemniczej, a w Oczach Bożych, pełnej sensu drodze…

Pragnę ponadto dodać już od siebie, że jakoś szczególnie dotknęło mnie czytanie z Pierwszej Księgi Samuela (1 Sm 16, 1b. 6-7. 10-13b) o namaszczeniu Dawida na króla Izraela. I podzielę się tym, że w momencie, kiedy czytano słowa:

„Samuel więc zapytał Jessego: «Czy to już wszyscy młodzieńcy?» Odrzekł: «Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce». Samuel powiedział do Jessego: «Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie». Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. Pan rzekł: «Wstań i namaść go, to ten».”, to pomyślałem, że to właśnie być może my jesteśmy, każdy z nas, ukryty w tych słowach: ” «Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce» [...] przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd”… Nawet niekiedy i reprezentanci Kościoła, których symbolem jest Prorok Samuel, jakby nie widzą małżeństw bezdzietnych i ich problemów, o czym wspominało się nawet w sobotę w kuluarach Dnia Skupienia, bo nigdy w historii Kościoła Katolickiego nie wydano ani jednej encykliki czy listu pasterskiego albo adhortacji lub innego dokumentu w całości poświęconego zagadnieniu dotyczącego problemów małżeństw niepłodnych. A mimo to Pan mówi do Samuela, aby nie koncentrował się wyłącznie na siedmiu synach Jessego z Betlejem, bo: „nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce».”. Bóg zatem widzi nasze serca i być może właśnie w nas upatruje tych, którym wyznacza ważne miejsce w Kościele na wzór rudowłosego Dawida, najmniejszego, pasącego owce, niezauważalnego, stawianego nieco na marginesie nauki społecznej Kościoła. Być może zatem przyjdą w przyszłości czasy, których zwiastunem jest nasza Wspólnota Abraham i Sara, kiedy takie Msze Święte jak w sobotę, 14 marca, będą odprawiane nie tylko przez wybranych przez Biskupa Kapłanów, lecz i przez najwyższych Hierarchów Kościoła Katolickiego na czele z Papieżem…

W każdym razie wsłuchując się w głosy uczestników naszego spotkania, z zebranych świadectw wynikało, że to kazanie Księdza Marcina zrobiło wielkie wrażenie i było bardzo poruszające i że to był taki nawet punkt kulminacyjny (Marysia i Sylwek). We wspomnieniach podkreślano zatem, że:

- Marysia i Sylwek: „Szczególnie mocno dotknęło mnie kazanie księdza Marcina podczas mszy, które było pięknym podsumowaniem wcześniejszych konferencji. Pytanie „za jakie grzechy?” oraz wyjaśnienie Ewangelii o niewidomym, który odzyskał wzrok, skłoniło mnie do głębokiej refleksji i pozwoliło stanąć w prawdzie wobec własnego życia. Myślę, że to pytanie gdzieś wybrzmiewa u wielu z Nas — na pewno u mnie.”

- Madzia i Marcin: „Zapamiętaliśmy słowa, że to nie my zawiniliśmy lub nasi rodzicie, że jesteśmy niepłodni. Ale w tych okolicznościach jest miejsce na objawienie się Bożego działania”;

- Kasia i Tomek: „Towarzyszyła nam Ewangelia o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia(J 9,1–41). Uczniowie pytali Jezusa: „Rabbi, kto zgrzeszył – on czy jego rodzice, że się urodził niewidomy?”. Jezus odpowiada: „Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże”. Te słowa szczególnie mocno wybrzmiały w naszych sercach. Często w naszej drodze pojawia się pytanie „dlaczego?”, szukanie winy – w sobie, w przeszłości, w decyzjach. Tymczasem Jezus kieruje nasz wzrok gdzie indziej: na Boga, który potrafi działać także w tym, co trudne i niezrozumiałe. Historia niewidomego pokazuje też drogę stopniowego otwierania oczu – nie tylko fizycznych, ale przede wszystkim duchowych. Podczas tych rekolekcji mieliśmy wrażenie, że również nasze serca trochę bardziej się otworzyły. Zobaczyliśmy wyraźniej, że nie jesteśmy sami – ani w naszej relacji małżeńskiej, ani w doświadczeniu niepłodności. Spotkanie z innymi małżeństwami, wspólna modlitwa i szczere rozmowy były dla nas ogromnym wsparciem. Ten dzień pomógł nam spojrzeć na nasze małżeństwo z wdzięcznością. Choć wciąż niesiemy w sercu pragnienie dziecka, odkrywamy, że Bóg działa także w naszej codzienności, w naszej miłości, w naszej wzajemnej trosce. Być może – tak jak w Ewangelii – On powoli otwiera nasze oczy, abyśmy zobaczyli więcej niż tylko nasz brak. Wracamy do domu z nadzieją i zaufaniem. Nasza droga nadal jest tajemnicą, ale wierzymy, że Bóg jest obecny w jej każdym kroku i że również przez nią mogą objawiać się Jego dzieła”;

- Małgosia i Przemek: „Kazanie uświadomiło nam, że to nie my, ani Rodzice, czy nasi przodkowie zawinili, że jesteśmy bezpłodni. To nie przez ich ewentualne grzechy płacimy tym, że nie mamy dzieci tutaj na ziemi narodzonych. To my będziemy sądzeni z własnych grzechów, a nie z grzechów naszych przodków. Aby się na nas objawiły sprawy Boże. To jest bardzo ważne. To mnie najbardziej pomogło. Nie wszystkich Jezus uzdrowił, do których poszedł. Może więc i w inny sposób niż sobie wymarzyliśmy, Pan Bóg chce w jakiś sposób objawić Swoje sprawy w naszym życiu. I prosi o więcej zaufania i cierpliwości. My operujemy na przeszłości, a Pan Bóg zna całą naszą teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. To, że nas nie wysłuchuje, nie znaczy, że nas nie słyszy. My możemy mieć nawet ochotę „pobić Go” za to, bo jesteśmy emocjonalni, zwłaszcza kobiety. I ważne, żeby mężczyźni też tego nie kryli. Może więc lepiej ten krzyk wyrzucić na Pana Boga, niż obwiniać siebie i swojego małżonka. To jest nasza droga — droga krzyżowa, którą być może będziemy kroczyć do końca naszych dni. Być może niektórzy będą wysłuchani. Ale niektórzy nie zostaną w ten sposób wysłuchani. Musimy zatem nauczyć się żyć z tym cierpieniem, aby ono nas nie przygniotło, nie zabiło. Bez Łaski Bożej jest to niemożliwe. Na pewno nam jest natomiast łatwiej niż osobom niewierzącym…”.

Warto podkreślić, że te wszystkie nasze przemyślenia, bóle, cierpienia, pragnienia i nadzieje, mieliśmy szczęście powierzyć i opowiedzieć o nich Jezusowi, którego nasi Kapłani, Mirosław i Marcin, udzielili nam pod Obiema Postaciami: Chleba i Wina. W taki sposób z całkowitą ufnością mogliśmy oddać się Jezusowi Eucharystycznemu i prosić o nie lękanie się przyszłości, ponieważ ona przecież całkowicie należy do Jezusa, a On najbardziej ze wszystkich pragnie dać nam poczuć Miłość i Błogosławieństwo, jakim nas nieustannie, bez wytchnienia obdarza.

Na zakończenie Mszy Świętej Madzia, żona Marcina, w imieniu Wszystkich, podziękowała Księdzu Marcinowi za głoszenie Dobrej Nowiny o Bogu, który jest czuły i bliski oraz za rozbudzenie w naszych sercach nadziei. Prezenty z podziękowaniami zostały wręczone też Księdzu Mirosławowi oraz najmilszym Siostrom Nazaretankom, które z miłością towarzyszyły nam w modlitwie i spotkaniu.

Uwielbienie z posługą modlitwy wstawienniczej Saletyńskiej Wspólnoty Nowej Ewangelizacji

Po Mszy Świętej miało miejsce uwielbienie z posługą modlitwy wstawienniczej, którą poprowadziła Saletyńska Wspólnota Nowej Ewangelizacji, a w modlitwie poprzez piękny śpiew i oprawę muzyczną towarzyszył nam Michał Niemiec.

Wspólna kolacja. Podsumowanie Dnia Skupienia (dzielenie się wrażeniami)

Później (18:30) spotkaliśmy się na wspólnej kolacji, po czym w modlitewnym kręgu miało miejsce podsumowanie (19:15) i zakończenie (ok. 20:30).

Madzia i Marcin relacjonują, że tradycyjnie było dzielenie, okazanie wdzięczności za to miejsce, czas, ludzi, za co nas poruszyło, co się wydarzyło w tym dniu. Na pamiątkę natomiast otrzymaliśmy od Natalii, żony Grzegorza, przepięknie wykonane przez Nią karteczki z cytatami.

Końcowe relacje Uczestników

Na koniec posłuchajmy jeszcze takich oto wspomnień z tego pięknego Dnia Rekolekcyjnego Skupienia:

- Marysia i Sylwek: „Wczorajszy dzień na konferencji był dla mnie bardzo wartościowy i poruszający. Szczególnie mocno dotknęło mnie kazanie księdza Marcina podczas mszy (…). Równie ważne było dla mnie doświadczenie w grupach dzielenia, jak i w rozmowach z innymi parami, gdzie często odnajdujemy ‘cząstkę siebie’ podobne dylematy i doświadczenia. To uświadomiło nam z Marysią, jak wielką siłę ma wspólnota. Podczas spotkania w grupie dookoła zrobiliśmy krótkie podsumowanie wczorajszego dnia. Każda para mogła powiedzieć, co było dla niej najbardziej wartościowe i zapadające w pamięć. W wielu wypowiedziach powtarzało się duże uznanie dla spotkań w grupach dzielenia, które były dla uczestników bardzo ważnym doświadczeniem. Pary podkreślały również znaczenie mszy świętej i kazania, które wielu osobom szczególnie zapadło w serce. Ważnym momentem była także modlitwa wstawiennicza oraz śpiew Michała Niemca, które dla wielu były bardzo poruszające i głęboko przeżywane. Spotkanie miało formę krótkiego podsumowania, w którym każdy mógł podzielić się swoim doświadczeniem. Niektóre pary wskazywały też na świadectwo Joli i Wojtka.”;

- Kasia i Tomek: „Rekolekcje dla małżeństw zmagających się z niepłodnością były dla nas czasem szczególnego zatrzymania, modlitwy i spojrzenia na naszą historię w świetle Słowa Bożego. Przyjechaliśmy z różnymi emocjami – z bólem, pytaniami, czasem z poczuciem niesprawiedliwości i niezrozumienia. Wyjeżdżamy z większym pokojem serca i przekonaniem, że nasza droga ma sens w oczach Boga. Jednym z najważniejszych doświadczeń podczas rekolekcji dla małżeństw zmagających się z niepłodnością było końcowe podsumowanie, gdzie wspólne dzieliliśmy się emocjami. W atmosferze zaufania i otwartości mogliśmy mówić o tym, co często nosimy głęboko w sercu: o bólu, tęsknocie, bezradności, ale także o nadziei i wierze. Wspólne rozmowy pomogły nam także zobaczyć, że w naszej drodze obecny jest Bóg – nawet wtedy, gdy trudno dostrzec sens czy odpowiedź na wiele pytań. Wzajemne świadectwa potwierdziły, iż w każdym z małżeństw jest cząstka nas”.

- Mirosław: „Rekolekcje dla nas którzy pragniemy potomstwa,dla nas którzy tęsknimy bo może byliśmy przez chwilę rodzicami, i mamy aniołka w niebie. Ten dzień ukazał mi że nie jesteśmy sami,sami jako małżeństwo, bo jest nas więcej. Ludzie których spotkaliśmy była garstką, bo w każdym naszym miejscu zamieszkania jest nas więcej, tylko brak nam odwagi aby się otworzyć, mówić o tym. Bardzo utkwiło mi to, że w takim miejscu są ludzie którzy rozumieją co czujesz, bo sami to przeżywają. Osoby, które nie znasz, a słuchając twojej historii mają łzy w oczach,  bo wiedzą co czujesz. Każde małżeństwo ma swój scenariusz, ale jest jedno zakończenie, tęsknota że dzieckiem.

Dziękuję Stowarzyszeniu za ten dzień, bo z radością w sercu wracałem do domu i niech każdy, kto to przeczyta, a chcę się wygadać, wypłakać, doznać przytulenia Boga, Matki Bożej i Jezusa, niech weźmie udział w takim dniu, i przeżyje go z wspaniałymi ludźmi. Wszystkim organizatorom, Siostrom zakonnym oraz księżom serdeczne Bóg zapłać. Chwała Panu!”





Dodaj komentarz